Poznajcie Randy’ego!

Przez nasze życie przetacza się bardzo wiele osób, lecz tylko nieliczni mają na nie trwały wpływ. Takim właśnie człowiekiem stał się dla mnie Randy Boehmer, którego dziś poznałem w nieprawdopodobnych okolicznościach. Ale do rzeczy! Randy przez wiele lat pracował jako wypychacz zwierząt, niczym właściwie nie różniąc się od przeciętnego obywatela swojego kraju. Kiedy w 1991 roku stracił oboje rodziców, wydarzyło się coś szczególnego. Gdy wraz ze swoim rodzeństwem udał się do rodzinnego domu, aby go dokładnie wysprzątać i zagospodarować pozostały majątek, po zapoznaniu się z zawartością garażu siostra Randy’ego skwitowała: „jeśli znajdziecie tutaj cokolwiek przydatnego, weźcie sobie. Resztę wyniesiemy na śmietnik”. Właśnie wtedy Randy doznał olśnienia i uprzytomnił sobie, że wszystko, co jego rodzicie tak skrzętnie gromadzili przez całe swoje życie, nie przedstawiało na koniec niemal żadnej realnej wartości! W tej przelotnej chwili w jego sercu Bóg wzbudził żywe pragnienie, aby podporządkować każdy dzień celom, które będą posiadały prawdziwe i nieprzemijające znaczenie.

Po śmierci żony w 1998 roku, Randy postanowił przewrócić całe swoje życie do góry nogami. Za posiadane pieniądze nabył dwie pary mułów, Franka i Jessy. Przez kolejnych siedem miesięcy przygotowywał się do życiowej wyprawy, która miała się już nigdy nie skończyć. – To jest podróż, nie wycieczka – lubi mawiać. – Wycieczki mają swój kres, podróż trwa wiecznie. Na początku odbył intensywny instruktaż, jak samemu podkuwać mułom kopyta (coś w rodzaju zmiany dziurawej opony na koło zapasowe). Następnie, dzięki uprzejmości znajomych Amiszów (tacy ludzie… nie za bardzo przekonani do dorobku technologicznego), uczył się, jak praktycznie żyć nie mając wokół zbytnich luksusów. Większość tego, co posiada, wozi na co dzień z sobą. Jak sam zresztą twierdzi, rzeczy materialne nie mają dla niego pierwszorzędnego znaczenia. W tym miejscu wspomina również z wielkim przejęciem słowa swojej zmarłej żony: „życie jest wszak tak znikome w porównaniu z wiecznością!

Od tamtej pory aż po dziś dzień Randy przemierza Stany Zjednoczone Ameryki Północnej z zawrotną prędkością 5.6 km/h, dzieląc się ze wszystkimi napotkanymi ludźmi dobrą nowiną o Jezusie Chrystusie. W dniu dzisiejszym tak się akurat złożyło, że nasze drogi – moja i Randy’ego – wzajemnie się skrzyżowały… Kiedy poznałem jego historię, zastanowiłem się głębiej nad swoim poświęceniem w imię spraw, w które przecież także wierzę. Czy potrafię równie chętnie oddać Bogu swój czas, hobby, plany, marzenia, ambicje – by zamiast tego zrobić coś, co odbije się echem w wieczności?

Jezus odpowiedział: Zaprawdę powiadam wam, nie ma takiego, kto by opuścił dom albo braci, albo siostry, albo matkę, albo ojca, albo dzieci, albo pola dla mnie i dla ewangelii, który by nie otrzymał stokrotnie, teraz, w doczesnym życiu domów i braci, i sióstr, i matek, i dzieci, i pól, choć wśród prześladowań, a w nadchodzącym czasie żywota wiecznego” (Mrk 10:29-30)

– Mateusz Jakubowski