Obawa przed tym, co nieznane

Niniejszy wpis powstawał już wiele razy. Nadawałem mu rozmaite tytuły i poruszałem przeróżne zagadnienia. Wszak od czegoś muszę ten blog zainaugurować. Za każdym razem coraz to nowe pomysły trafiały jednak do lamusa – były albo zbyt banalne, mało wartościowe, bądź po prostu nie pretendowały do miana tego pierwszego, otwierającego nową odsłonę strony internetowej. I wtedy pomyślałem, że może największą doniosłość będą miały właśnie przemyślenia, że zawsze tak ciężko jest zacząć!

Obserwacje dowodzą, że najbardziej boimy się tego, czego nie znamy. Ta obawa jest mi dość pokrewna, toteż nie jest zadaniem łatwym namówić mnie do czegoś absolutnie nowego. Lubię chadzać w znane mi miejsca, smakować niezaskakujące potrawy oraz spotykać się z ludźmi po których wiem, czego się spodziewać. Z całą pewnością takie asekuranctwo może mnie pozbawiać fantastycznych przygód, jednak również oszczędza wielu niepotrzebnych trosk. Życie ma ten jednak urok, że lubi stawiać nas w obliczu tego, co nieznane, ale też nieuniknione. I wtedy zdarza mi się myśleć, co jest lepsze: stały opór wobec rzeczywistości, jaka mimowolnie nastaje czy odważne podjęcie wyzwania, będące jakby skokiem wiary do rwącego potoku, który zaniesie mnie tam, gdzie sam zechce?

Intrygujące, że to właśnie ta druga postawa charakteryzuje Abrahama, opisanego w Biblii człowieka, którego przecież zaliczono w poczet bohaterów wiary, gdyż „…wyruszył, nie wiedząc, dokąd idzie…” (Hbr 11:8). Trzeba być albo lekkomyślnym, albo też niezachwianie przekonanym o Bożej opatrzności, aby pozostawić swoje przyzwyczajenia, utarte sposoby postępowania i nabyte schematy myślenia tylko po to, by ruszyć w stronę tego, co nieznane! Wszak już pierwsi chrześcijanie za wielką wartość uznawali umiejętność udzielenia odpowiedzi na pytanie: Quo Vadis? Dokąd idziesz? (J 13:36)

Do końca nie wiem dlaczego rok 2017 przyniósł nam tak wiele zmian, których chyba każdy na swój sposób się obawiał. Nie wiem dlaczego jestem w miejscu, w którym jestem. Nie wiem dlaczego sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej. Nie wiem też dlaczego siedzę teraz tysiące kilometrów od miejsca w którym służę Bogu i edytuję ten właśnie wpis. I nie wiem dlaczego – ilekroć myślę o moim lokalnym Kościele – w moim umyśle mnożą się coraz to nowe pomysły związane z jego dynamicznym rozwojem, których odwagi sam się nieraz boję. Wiem jednak, że jesteśmy w miejscu, do którego zaprowadził nas Bóg w swojej doskonałej suwerenności. I ufam, że czytając ponownie ten wpis za rok, dwa, pięć…będę choć po części już wiedział, dlaczego; będę rozumiał, że On uczynił wszystko dla swojej chwały.

Odpowiedział Jezus: Co Ja czynię, ty nie wiesz teraz, ale się potem dowiesz” (J 13:7)

– Mateusz Jakubowski