Jak powinniśmy świętować Boże Narodzenie?

Święta Bożego Narodzenia bezsprzecznie stanowią szczególny okres w chrześcijańskim kalendarzu, jednak ich fenomen sięga znacznie szerzej. Oględnie rzecz ujmując, są również największym i centralnym świętem we współczesnej kulturze, na rozmaity sposób celebrowanym nawet przez tych, którzy posiadają bardzo luźny, jeśli jakiekolwiek, stosunek do chrześcijaństwa.

Z całą pewnością najgłębszy sens Bożego Narodzenia powoduje pewien dyskomfort osobom niereligijnym, które nade wszystko pragną uczcić dni wolne od pracy, radując się przy tym bliżej niezdefiniowaną „magią świąt”. Co mają bowiem oznaczać – dla umysłu niezaznajomionego z chrześcijaństwem jako ideą – szybujące w sklepowych rozgłośniach nieintuicyjne sformułowania pokroju: „Bóg się rodzi”, „ma granice nieskończony”, czy „Słowo ciałem się stało”?

Z drugiej strony mamy chrześcijan zniesmaczonych grubym kożuchem panoszącego się komercjalizmu oraz totalnie zagubionych w kulturze, w której niesamowicie bogata znaczeniowo biblijna symbolika zdaje się zatracać cały swój blask. Utwór „Last Christmas” bez pardonu zgłasza pretensje do oficjalnego hymnu świąt, zaś prawdziwa teologiczna esencja wcielenia Boga redukowana jest do smacznego karpia, wspaniałych prezentów oraz czasu okraszonego rodzinną atmosferą.

Jako chrześcijanin zasmucony widokiem nieustannie płowiejącej wspaniałości Bożego Narodzenia, ale zarazem starając się uchwycić światopoglądowe podstawy dominujących trendów myślowych nie twierdzę, że kontrkulturowość nosi kwaśną minę, a przeciwdziałanie niepokojącym inklinacjom zawiera się w chłodnym jak stal sformułowaniu: „ja świąt nie obchodzę”. Sądzę, że nie tędy wiedzie droga.

Apostoł Piotr zidentyfikował przecież potrzebę naszego stałego angażowania się w kulturowy dyskurs społeczeństwa, gdy stwierdził:

„Lecz Chrystusa Pana poświęcajcie w sercach waszych, zawsze gotowi do obrony przed każdym, domagającym się od was wytłumaczenia się z nadziei waszej. Lecz czyńcie to z łagodnością i szacunkiem” (1 Pt 3:15-16)

Musimy pamiętać, że święta Bożego Narodzenia nade wszystko posiadają chrześcijański rodowód i niosą z sobą oszałamiająco dobrą nowinę dla każdego człowieka. W ostatecznym więc rozrachunku, to chrześcijańska, nie zaś świecka teologia jest tutaj gospodarzem. A jeśli tak się sprawy mają, jak powinniśmy świętować w praktyce?

Nade wszystko, okres Bożego Narodzenia służy refleksji nad bezprecedensowym cudem Bożego wcielenia. Ponieważ mamy naturalną skłonność do zapominania, pewne rzeczy musimy sobie utrwalać, choćby poprzez przypominanie. Święta to wspaniała okazja, aby tak w samotności jak i wśród najbliższych pochylić się nad przyczyną, sposobem oraz implikacjami Bożego przyjścia na nasz świat.

Po wtóre, odkrywanie piękna Boga intensywnie obecnego w Jego działaniu musi nas prowadzić do uwielbienia Jego istoty. W sposób absolutnie naturalny poświęcamy się przecież temu, co ma sens i adorujemy to, co zasługuje na podziw. Jeśli przyczyna, dla której Bóg zszedł do nas i sposób, w jaki postanowił to uczynić, są piękne, muszą prowadzić do uwielbienia.

I wreszcie, Boże Narodzenie to okres, w którym nietrudno wstrzelić się w dialog, który każdy z nas z sobą toczy. Ludzie stają się dużo bardziej otwarci na ewangelię, toteż powinniśmy z mądrością wykorzystać nadarzającą się okazję, aby złożyć świadectwo o Synu Bożym, Jezusie Chrystusie, który przyszedł na ten świat jako dar od Boga, ku zbawieniu tych, którzy Mu zaufają.

Chociaż bezlitosny komercjalizm, puste tradycje oraz pozabiblijne zabobony stale przepoczwarzają wspaniałość świąt Bożego Narodzenia, chrześcijanin powinien troskliwie pielęgnować ich rzeczywistą historyczno-teologiczną głębię. Czy można to robić piękniej, jeśli nie poprzez rozumne wspominanie Boga, uwielbianie Boga oraz świadczenie o Bogu?